piątek, 25 października 2013

Auf Wiedersehen

Jednak nie.
Nie dam rady dalej prowadzić tego bloga. Nie mam weny na pingwiny, przeszła mi faza na pingwiny, TVPuls zbrzydł mi pingwiny. Tak więc planowana kontynuacja nie będzie miała miejsca. Myślę, że to zakończenie które możecie przeczytać poniżej jest dobrym zakończeniem dla opowiadania które znajduje się jeszcze niżej. Dzięki za wchodzenie tu i komentarze.

Auf Wiedersehen
acmg

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział XV

Para rozdzialiła się by szukać czegoś do jedzenia na większym obszarze. Kowalski zostawił dziewczynę przy tym śmietniku gdzie szukali ostatnio, a sam powędrował do innej uliczki. Po pół godzinie zły że nic nie znalazł, udał się do miejsca gdzie oczekiwał znaleźć Natalie. Ale pingwinicy tam nie było. Rozejrzał się, ale jej nie widział.
- Natalie, jak to ma być żart to nieśmieszny. Wyłaź.
Nie oczekiwał że dziewczyna wyjdzie, więc zaczął przeszukiwać uliczkę dokładniej. Szukałby długo gdyby nie cichy głos który go wołał po nazwisku. Wydobywał się zza jednego śmietnika. Kowalski tam spojrzał i zsłupiał. Natalie leżała w kałuży krwi, z całą masą zakrwawionych niewielkich ran, z jedną dużą na boku, tam gdzie czarne upierzenie styka się z białym i rozcięciem na gardle. Pasemka włosów, lepkie od czerwonej cieczy, przyklejały się jej do dzioba. Miała pół otwarte oczy i cicho szeptała ,,Kowalski". Pingwin otrząsnął się z zaskoczenia, dobiegł do dziewczyny i delikatnie uniósł jej głowę pytając:
- Natalie, co się stało?!
Na dźwięk jego głosu, dziewczyna otworzyła oczy i słabo się uśmiechnęła.
- Coż, do trzech razy sztuka. W końcu mnie dopadły te kundle.
Pingwin z przerażeniem spojrzał na rany dziewczyny. Z całego serca chciał jej pomóc, ale rozcięcie na boku i szyi były zbyt poważne. Z jeszcze większym przerażeniem strwierdził że pingwinka umrze w ciągu najbliższej godziny.
- N-Natalie... ty...
- Wiem. Ale... nie szkodzi.- wypowiedzenie każdego słowa sprawiało jej ból.
Strateg wpatrywał się smutno w dziewczynę, aż jego otępienie przerwała cicha proźba dziewczyny: "Przytul mnie". Starając się sprawić jak najmniej bólu dziewczynie, Kowalski położył jej głowę na swoim brzuchu i objął ją skrzydłami. Jedno położył na jej klatce piersiowej by czuć bicie jej serca. Jaki był jego szok gdy po kilkudziesięciu minutach nie poczuł nic.
- Natalie?- gdy Kowalski nie otrzymał odpowiedzi w jego oczach zaszkliły się łzy.- Natalie. Natalie...- mówił coraz ciszej, aż tylko niemo poruszał dziobem. Był tylko w stanie tulić do siebie zakrwawione, jeszcze ciepłe ciało jego ukochanej. Ronił pojedyńcze łzy w jej włosy. W tamtej chwili cały świat się dla niego skończył.

- Kowalski! Przybyliście dzień wcześniej? I co to za mina?- zadawał pytania Skipper gdy jego najwyższy żołnierz wrócił do bazy po prawie tygodniowej nieobecności.- Kowalski?
- Szefie, czy mogę na wszystkie pytania odpowiedzieć jutro? Dzisiaj... Dzisiaj chciałbym już spać.- zapytał Kowalski równocześnie odwracając głowę i pocierając oczy skrzydłem.
Dowódca oddziału przyjrzał się pingwinowi od sugesti. Wyraźnie był czymś przybity. Miał zamyślony dziób i chyba lekko zaczerwienione oczy. Dałby też głowę że na jego lewym skrzydle widział krew. Ale postanowił już dać mu spokój dzisiaj, jutro się będzie tłumaczyć.
- Jasne. Idź spać.
- Dzięki Skipper.
Szefa zamurowało. Kowalski zwrócił się do niego po imieniu pierwszy raz od kiedy został dowódcą. Strateg wgramolił się na najwyższą pryczę i ułożył się spać, tyłem do bazy. Skipper patrzył jeszcze chwilę na niego i zastanawiał się co tak mogło przybić jego żołnierza. Przerwał przemyślenia, kiedy do bazy weszli Rico i Szeregowy. Młody od razu zauważył że jego przyjaciel wrócił.
- O, Kowalski wrócił. A czemu już poszedł spać?
- Chyba coś go martwi.- odpowiedział najmłodszemu pingwinowi szef.

Strateg obudził się w środku nocy. Miał potworny koszmar, że stracił bardzo bliską osobę. A po chwili uświadomił sobie że to nie sen. Stwierdził że już nie zaśnie. Postanowił zrobić coś co zawsze mu pomagało. Trudne wyliczenia. Cicho zszedł z pryczy i wszedł do labolatorium. Wyciągnął notes i ołówek, usiadł przy biurku i zaczął coś obliczać. Po paru minutach zorientował się że zamiast liczyć, ciągle pisze jedno i to samo imię: Natalie. Odłożył notes, by po chwili znów go wziąć i rysować. Zaczął od smukłej, drobnej sylwetki pingwina, potem dorysował jej bujne, czarne włosy, następnie narysował mały, dziewczęcy dzióbek, a na końcu dodał dwoje oczu, najpiękniejsze jakie widział. Ukrył je wśród gęstych, czarnych rzęs. Wyciągnął z szuflady zieloną kredkę i delikatnie nią musnął tęczówki postaci. Nie zauważył gdy do pomieszczenia wszedł Szeregowy. Spojrzał na dzieła przyjaciela.
- Kowalski?
Pingwin spojrzał na Młodego.
- O, cześć Szeregowy. Nie zauważyłem cię. Zamyśliłem się.
- Widzę. Kowalski co się stało? Coś z Natie, prawda?
Na dźwięk tego imienia w oczach Geniusza pojawiły się łzy, a potym wybuchnął płaczem. Głośnym, nieopanowanym szlochem. Zasłonił twarz skrzydłam i w nie ronił słone łzy.
- Kowalski, co się stało Natalie?

- Szefie, niech szef nie budzi Kowalskiego.- powiedział Szeregowy z rana, gdy wszyscy już wstali oprócz Stratega.
- A to niby czemu? Musi nam parę rzeczy wyjaśnić.
- Ja szefowi wszystko wyjaśnię, ale niech Kowalski śpi. To jest mu teraz bardzo potrzebne. Proszę.
Skipper ugiął się pod proźbami Młodego i zostawił Mózgowca w śnie.
- No to tłumaczcie, Szeregowy.
Najmłodszy z pingwinów przekazał Skipperowi i Rico co sam w nocy usłyszał od nieszczęśliwca. Dowódca z każdym słowem żołnierza robił coraz mniej twardą minę, a coraz bardziej zatroskaną i smutną.
- Czyli Kowalski był w niej zakochany na zabój, a ona zginęła?
- Dokładnie.
- Żal mi go. Chyba nie potrafię sobie wyobrazić co on teraz przeżywa.- to mówiąc Skipper spojrzał na śpiącego żołnierza.- Trzeba będzie pokazać że go wspieramy.
Oczywiście wspóczuł Kowalskiemu, ale sam bym nie mniej smutny. Nie okazywał tego ale strasznie polubił pingwinkę. Jej druga tożsamość niewiele zmieniła w tej kwesti. Przypomniały mu się jej oczy, tak przykuwające uwagę wszystkich. Otrząsnął się z rozmyślań i zarządził minutę ciszy, by uczcić pamięć tak dobrej przyjaciółki którą była urocza pingwinka z Antarktydy.

Pół godziny później Kowalski obudził się i zszedł z pryczy. Od razu wpadł na szefa.
- Kowalski, Szeregowy już nam wszystko opowiedział. Bardzo wam współczuję i chcę żebyście wiedzieli że cały oddział jest z wami.
Strateg uśmiechnął się tylko przyjacielsko. Ten uśmiech nie znikał z jego dzioba przez niemal cały dzień. Podejrzanie spokojnie, jak na kogoś kto stracił ukochaną osobę, wykonywał zwyczajne, codzienne obowiązki.
- A co ty taki uśmiechnięty?- zapytał go Szeregowy wieczorem.
- A nic. Miałem w nocy miłą wizytę.
- Natalie?
- Yhym.- odpowiedział krótko pingwin i dał Młodemu do zrozumienia że to raczej koniec rozmowy.
- Ale co ci powiedziała?
- Nie twój interes. Wiedz tylko że żadnej depresji jak po koszu od Doris nie będzie. Po co, skoro jeszcze się spotkamy?



Jej, jak już pewnie się domyśliliście to już koniec. Mam pomysł na kontynuację, ale najpierw muszę to napisać. Bo lubię mieć w zapasie jakieś notki, a narazie nie mam nic. Niewykluczone, że przed tym pojawi się jakiś one-shot. W każdym razie pojawi się powiadomienie na filmwebie.
Jak wrażenia po tej notce? Głód na trupy i sad-endy zaspokojony? Chociaż nie nazwałabym tego takim całkowitym sad-endem. Wy jak myślicie?

Dzięki wszystkim którzy wytrwali do końca ;*

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział XIV

Nie lubię tej notki, ale jest potrzebna. Nie zdziwię się jak wam też się nie spodoba. Mimo wszystko zapraszam do czytania.


- No i co? Było tak źle?
- W sumie to nie.
- A tak nie chciałaś iść.
Kowalski i Natalie właśnie wracali z udanej akcji fałszowania dokumentów. Za dwa dni do Bronx Zoo dotrze paczka z zwierzakiem znalezionym na nowoyorskiej plaży. Wystarczyło wypełnić parę świstków i już. Nowy milusiński w zoo.
- Przecież wiem. Może to wina tego, że nie byłam do tego pomysłu przekonana.
- A teraz jesteś?
- Nie. No ale skoro już praktycznie tam mieszkam... Cóż poradzę na to, że się uwziąłeś?
- Na to nie ma mocnych. Żeby uczcić akcję zakończoną wielkim powodzeniem, zapraszam cię na piwko.
- Piwko?
- Piwko. Chodź.

Po pierwszej butelce przyszła kolej na drugą, a po niej na jeszcze jedną. W efekcie pingwiny leżały na trawie pod drzewem w parku, pijane, słuchające wiatru, śmiejące się z niczego.
- Coś ty ze mną zrobił?- zapytała bełkotliwie i z wyrzutem Natalie.
- Ha ha ha. Nie uprzedziłem cię o skutkach?
- Nie. I teraz za to oberwiesz.- z tymi słowami Natalie wstała i rzuciła w pingwina kupką liści. Normalnie Kowalski by coś takiego zbagatelizował, ale był pod wpływem dwóch bardzo silnie oddziałowujących substancji: alkoholu i miłości. Geniusz wstał z ziemi i odwdzięczył się pingwinicy tym samym. Wywiązała się z tego bitwa na suche, jesienne liście. Gdy para przybyła do parku były pozagrabiane w kupki, tu i ówdzie, po chwili ich zabawy były już wszędzie. Po paru minutach bitwy, zdyszana Natalie rzuciła się na pingwina od tyłu. Chłopak nie był na to przygotowany i obydwoje runeli na ziemię. Zaczęli się śmiać głośnym, niekontrolowanym śmiechem.
- Bardzo się cieszę, że jednak ruszyłem cię szukać.- powiedział Kowalski gdy już się opanował.
- Ja też.
- Proponuję stąd iść, zanim znów wywęszą nas psy.
- Tak, to dobry pomysł. Chociaż po naszej ostatniej nauczce, raczej będą się bały podejść.
- Ale wolę nie ryzykować.
Strateg wstał i pomógł dziewczynie wyciągnąć wszystkie liście spomiędzy jej czarnych włosów. Potem ruszyli do najbliższej pobocznej uliczki w celu znalezienia śmietnika, a w nim czegoś do jedzenia. Kowalski na początku myślał by dopaść jakąś ciężarówkę z rybami, jak to wielokrotnie robił z chłopakami, ale stwierdził że sam z Natalie i w takim alkoholowym stanie bez odpowiedniego sprzętu nie dałby rady. Poprzestali więc na szukaniu po śmietnikach przy restauracjach i innych bud z żarciem. Nie wydzielali po tym zapachu róż, ale smród ścieków był jeszcze większy, więc nie przejmowali się tym zbytnio. Po znalezieniu paru ryb drugiej świeżości, zawineli je w starą gazetę i wrócili do siedziby Natalie. Dziewczyna marudziła mu jakby to chciała dopaść czysty staw i się pozbyć tego smrodu i że w Bronx Zoo na samym początku wszystkich odstraszy tym fetorem.
- Och, Natalie! Przez jeden moment miałem ochotę wywieźć cię do lasu i zostawić na pastwę Leśnego ducha! Nie marudź tak, ja też jadę jak skunks!
- Co, kogo? Leśnego ducha? Kto to?
- Nikt. Zapomnij.
- Kto to Leśny duch?- nalegała na wyjaśnienia Natalie.
- Taki facet z bajki którą się straszy dzieci. Nie pytaj się więcej bo nic nie powiem.
- Kowalski.- pingwinica zrobiła słodkie oczęta.- Prooszeee. Opowiedz mi o tym Leśnym duchu.
Mózgowiec zaczął mówić o duchu który porywa istoty które weszły zbyt głęboko w las, a swoją opowieść skwitował stwierdzeniem:
- Ale on nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak zjawiska paranormalne, zjawy, duchy i widma. To wymysły ludzi którzy lubią się bać.
- To dobrze. Przez ciebie teraz będę bała się chodzić do lasów.
- Przeze mnie?! To ty nalegałaś żeby ci o nim opowiedzieć!
- Tak, masz rację. Sama jestem sobie winna. Ale teraz... możesz mnie przytulić?
Chłopak spojrzał w zielone oczy pingwinicy. Były lekko przestraszone. Strateg przez chwilę miał wątpliwości czy Natalie znów nie gra, by wzbudzić w nim poczucie winy, ale zaraz odrzucił te myśli i objął dziewczynę.
- Dziękuję.- wyszeptała.
Kowalski wyczuł skrzydłem że jej tętno zwalnia, a co z tym idzie w parze, że dziewczyna uspokaja się. Wtedy ostatecznie się przekonał że czarnowłosa nie udaje. Skarcił się w duchu że w ogóle mógł ją o coś takiego posądzić. Cieszył się że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Prezent urodzinowy

Wstawienie notki - zero komentarzy. Poinformowanie o notce na filmweb-ie - trzy komentarze. Nie ogarniam świata. Drogi Maxsie - jeżeli ostatnio pożygałeś się tęczą to trudno, tak piszę bo tak lubię. Oczywiście, że perspektywa zrycia psychiki czytelników poprzez (krwawą) śmierć bohatera jest kusząca, ale chyba bym nie potrafiła.
Dziękuję za ponad 2000 wejść.
Nie przedłużam, zapraszam do czytania.

- To wasz dzień Kowalski! Ile to już wam stuknęło?
- 35.
- To już dziesięć lat minęło? Jak cię poznałem byłeś dwudziestopięcioletnim młokosem. Panowie, proponuję toast za Kowalskiego.- szef uniósł puszkę z piwem.- Oby zawsze tworzył nam potrzebne i niewybuchające wynalazki.
- Oby!- krzykneli Szeregowy i Rico, i cała czwórka stryknęła się puszkami nad głowami.
Nikt nie zdążył upić nawet łyka, kiedy do bazy wpadła przez właz Marlenka.
- Chłopaki, ten gościu na zewnątrz chyba coś do was ma.

Po zwycięskiej bitwie z Hansem komandosi wycieńczeni wrócili do bazy. Nikomu nie chciało się już świętować urodzin Stratega. Szeregowy od razu poszedł zmyć z siebie krew maskonura i rzucił się na pryczę. Skipper zabandażował sobie rozcięte wzdłuż lewe skrzydło i siorbał piwo z pierwszej lepszej puszki. Rico cicho ubolewał nad swoim irokezem który niefortunnie spłonął.
- Noo... Muszę wam powiedzieć chłopaki, że z wszystkich moich dotychczasowych urodzin te biją wszystkie na głowę. Gorzej być nie mogło.
- Cicho! Za rok macie następne, za rok poświętujemy.
- Za rok? To samo szef mówi za każdym razem. Trzy lata temu w moje urodziny była zbiórka w dowódctwie, dwa lata temu kopaliśmy tyłek Bulgotowi, w tamtym roku o mało nie zostaliśmy zjedzeni przez Savio a teraz jeszcze to? Dlaczego nigdy nic się nie dzieje w urodziny Szeregowego, albo Rico?
- Marudzisz jak panienka. Poza tym może lepiej że nic nie zdążyliśmy wypić, bo wznieśliśmy toast, więc pewnie byśmy zapeszyli. Chociaż zresztą i bez zapeszania twoje wynalazki wybuchają.- dowódca zaśmiał się.
- Doprawdy?
- Doprawdy!
- Ale ja...
- Koniec dyskusji! Spać! Jutro sobie porozmawiamy.
Kowalski z ognikami w oczach położył się na wolnej pryczy, ale nie zamierzał spać. Już przygotowywał w swojej głowie plan.

Skipper zerwał się z pryczy gdy usłyszał sygnał na pobudkę. Od razu rzuciło mu się w oczy że ma jednego żołnierza mniej. Kowalskiego nie było na pryczy na której zasnął. Zdziwiony spojrzał do laboratorium. Na biurku leżał kawałek zapisanej kartki. "Odchodzę. Możecie zastrzymać sobie moje wynalazki. Chociaż zresztą i tak przecież wybuchną, nie? K." Szef od razu poinformował Szeregowego i Rico o dezercji Stratega.
- No wygląda Rico, że teraz wy jesteście najwyżsi w oddziale.

Niecały rok później.

Skipper był na swoim codziennym spacerze po parku. Od niemal roku robił to regularnie, co wieczór. To był czas tylko dla niego. Mógł przemyśleć to co wydarzyło się tego dnia. Akurat przechodził obok potężnego drzewa, kiedy coś nim szarpnęło i poderwało do góry. Pingwin wylądował w worku z siatki na dodatek do góry nogami.
- Co do jasnej nędzy?
Komandos poczuł się senny. Chyba siatka była nasączona czymś na sen. Obraz w jego oczach się drastcznie przyciemnił. Czuł że nie może dłużej walczyć z ogarniającą go sennością. Zanim jego powieki zamknęły się pogrążając ciało i umysł w śnie, zauważył dziwnie znaną sylwetkę, zbliżającą się do niego.

Pingwin ocknął się gdy poczuł uderzający w niego strumień wody. Zorientował się że nie może ruszyć żadną kończyną. Był przytwierdzony do metalowej, prawie pionowej płyty. Komandos otworzył oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu w którym się znajdował. Słabe oświetlenie nie pozwalało mu dostrzec wszystkich szczegółów, ale wywnioskował że jest to komora wielkości porównywalnej do bazy pingwinów łącznie z byłym laboratorium. Naprzeciwko niego znajdowało się spowite w półcieniu biurko. Po jego prawej znajdował się spory ekran, a po lewej cała masa różnych paneli kontrolnych. Po lewej stronie pingwina stał metalowy blat a na nim różnorodnej maści bronie. Noże, tasaki, siekiery, pistolety, karabiny maszynowe a nawet piła mechaniczna.
- No i gdzie jesteś tchórzu?! I po co mnie uwięziłeś?
Z cienia po lewej wyłonił się pingwin.
- Witaj na mojej imprezie urodzinowej!
To był Kowalski! Jednakże wyglądał inaczej, niż jak szef go zapamiętał. Miał zdecydowanie więcej blizn, głównie na skrzydłach. Lewe nie było ostro zakończone, tak jak u normalnego pingwina, tylko było skrócone i zakończone płasko.
- Kowalski? To ty? Co ci się stało w skrzydło?
- Ból, w zależności od sytuacji, jest cierpieniem lub przyjemnością. Przyjemność tę jednak trzeba umieć pohamować. Ja raz nie umiałem.
- Odrąbałeś sobie kawałek skrzydła dla przyjemności? Oszalałeś? I po co przykułeś mnie do tego żelastwa?!
- Jesteś moim prezentem urodzinowym.- odpowiedział pingwin szalonym głosem.- Albo raczej to co płynie w twoich żyłach.
Skipper dopiero teraz dostrzegł szaleńcze błyski w oczach jego byłego żołnierza. Ten zaś już bez słowa chwycił pierwszy z brzegu nóż, leżący na blacie po lewej stronie dowódcy i podszedł z nim do swojego byłego szefa. Z językiem na zewnątrz i uśmiechem szaleńca, zrobił ranę na bliźnie na lewym skrzydle pingwina. Ten tylko mocno zmarszczył czoło z bólu. Naukowiec natomiast stanął w pewnej odległości od niego i ciesząc się jak małe dziecko patrzył jak krew powolutku spływa po skrzydle a potem po tułowu, kapie na podłogę i barwi na czerwono wodę którą budził pingwina.
- Kowalski. Jesteśmy przyjaciółmi. Pamiętasz jeszcze?- powiedział Skipper mając nadzieję, że obudzi tamtego Kowalskiego którego znał.
- Przyjaciółmi? Przyjaciółmi?! Może byłeś przyjacielem Rico i Szeregowego, ale mi nigdy nie okazywałes tego samego co im. Nigdy nie czułem się jak twój przyjaciel.
- Bo ty od samego początku byłeś najsłabszy psychicznie. Myślałem że cię w ten sposób zahartuję.
- Pie*****sz bez sensu.
- Nie. To wszystko prawda!
Naukowiec podszedł do blatu, odłożył nóż a wziął tasak.
- Skoro tak mówisz, to z pewnością nie zaszkodzi ci jak zostaniemy braćmi.
Kowalski wziął zamach i jednym ruchem pozbawił komandosa końcówki lewego skrzydła. Ten krzyknął i uronił parę łez z bólu. Oprawca końcówką narzędzia rozciął swoje lewe skrzydło na samym jego końcu. Przyłożył je do świeżej rany szefa i obserwował jak ich krew się miesza.
- Widzisz Skipper? Teraz jesteśmy prawdziwymi braćmi krwi.
- Jako mój brat... obiecaj. Że nie tkniesz Młodego i Rico.
- A ty się ciągle nie zmieniłeś. Nawet w ostatniej chwili będziesz się o nich troszczyć. Nie martw się. Do Szeregowego i Rico nic nie mam. Zależało mi tylko na dopadnięciu ciebie.
- Po co po takim szmacie czasu nadal chcesz się mścić.
- Bo zemsta najlepiej smakuje na zimno. A ja jestem pamiętliwy. Zmieniłem się przez ten rok, ale pamiętliwość mi została. Za to nagle zorientowałem się że lubię widok krwi. I lubię patrzeć jak ktoś cierpi.
- ...
- Gdybyś wiedział ile ja już gołębi zabiłem. Nigdy nie lubiłem tych obsrańców. Ah, gdybyś słyszał jak krzyczały. I jak błagały o litość. Ty też będziesz błagał. Wszyscy błagają. Prędziej czy później każdy pęka.
- Jesteś nienormalny!
- Wiem. I całkiem mi się to podoba. Już dawno rozstałem się z tym grzecznym, dobrym Kowalski który potulnie przyjmuje każdą karę. Lepiej mi opowiedz co się zmieniło w życiu oddziału po moim odejściu.
- Pie**ol się!
- Ok, to w takim razie ja poćwiczę celność.
Pingwin zabrał z stołu trzy noże kuchenne i podszedł do biurka. Pierwszy nóż, który rzucił w Skippera uderzył w blachę pod jego skrzydłem, tworząc parę iskier. Pingwin przeklnął soczyście i rzucił drugi nóż. Ten wbił się w płetwę komandosa, wywołując kolejne łzy w jego oczach. Gdy ostatni wbił się w jego brzuch, Kowalski głośno krzyknął z radości. Skipper zaś zesztywniał i delikatnie rozchylił dziób z którego potoczyła się krwawa piana.
- Nie za bardzo boli?- zapytał Naukowiec z jadowitym uśmiechem na dziobie, równocześnie przekręcając nóż w brzuchu dawnego szefa. Ten zaś tylko jęczał z bólu. Po jego policzkach płynęły strumienie łez, które mieszały się z pianą z dzioba. Kowalski patrzył na to i cieszył się jak dziecko przed Bożym Narodzeniem.
- Gdybyś wiedział jak zabawnie teraz wyglądasz. Wielki, wszechwiedzący Skipper skręcający się z bólu. Bezcenny widok.
- Wygrałeś... będę błagał!- każde wypowiedziane słowo sprawiało ból.- Błagam... dobij mnie...
Pingwiny przez dłuższą chwilę patrzyły sobie w oczy. Skipper dostrzegł, że szaleńcze błyski w oczach Naukowca przygasły, by po chwili znów rozbłysnąć w całej swojej sile.
- Ymm, nie. Najpierw się tobą trochę pobawię.
"Bawienie się" szaleńca skupiło się na doprowadzeniu do opłakanego stanu lewego skrzydła ofiary. Skipper był na pół nieprzytomny. Tępy ból opanował całe jego ciało, poza lewym skrzydłem, którego już zwyczajnie nie czuł. Pragnął tylko jednego. By to wszystko się skończyło. Już nawet nie pragnął wolności. Pragnął śmierci. Gdy jego oprawca zauważył, że jego "zabawka" już nie reaguje tak gwałtownie na ból, znudził się. Wyrwał mu dwa pióra, jedno czarne, drugie białe i włożył do wcześniej przygotowanego pudełka. Potem wziął w skrzydła pierwszy lepszy pistolet i strzelił między oczy Skippera. Piana przestała wydobywać się z jego dzioba, a oczy zmatowiały. Psychol spokojnie wytarł wszystkie noże z krwi, naładował z powrotem broń, a dopiero po tym wszystkim zajął się ciałem. Zabrał je do pomieszczenia obok, zostawiając na połowie podłogi głównego pomieszczenia krew, zalał benzyną i podpalił. Z anielskim spokojem patrzył jak rude płomienie pochłaniają pingwina który zrobił dla niego najwięcej na świecie.

Nadal chce ci się żygać tęczą Max?

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział XIII


- W kanałach?
- No zdarza się.
Szli w milczeniu, klucząc w kanałach. Mądrala z lekka zgubił orientację, ale dziewczyna doskonale wiedziała gdzie są.
- Niasamowicie walczysz. Zupełnie jakbyś tańczyła. A to z wstążką było czadowe.- przerwał ciszę Strateg.
- Dzięki.- krótko urwała rozmowę.
Znów zamilkli i słychać było tylko kroki.
- Kowalski?
- Taa?
- Wytłumacz mi coś. Gdzie jest, do stu jeden makreli, reszta oddziału? Myślałam że wy zawsze działacie w grupie.
- Zazwyczaj działamy w grupie, ale czasami któryś z nas wybiera się na solo misje.
- I ty na misję solo wybrałeś się by mnie znaleźć?
- No tak.
- Po co?- Natalie zatrzymała się i spojrzała pingwinowi w oczy.
- Ech... Nigdy nie byłem za dobry w wyznawianiu uczuć.
- Mów po prostu co ci w duszy gra.
- Ot tak? Jesteś pewna?
- Wal. Zniosę wszystko.
Kowalski wziął baardzo głęboki wdech.
- Chodzi o to co wtedy mówiłaś w parku... i jeszcze potem w zoo...
- Och, prosiłam żebyś o tym zapomniał. Wygłupiłam się. Bardzo.
- Nie.- Strateg podszedł niebezpiecznie blisko.- Dopiero jak to wyznałaś to zrozumiałem że i ty nie jesteś mi obojętna.- pingwin objął dziewczynę tam gdzie miałaby talię gdyby była człowiekiem.- Bardzo chciałem cię jeszcze spotkać zanim wyjedziesz. By móc ci to powiedzieć.
- Kowalski...
- Cii...- Mózgowiec położył na dziobie dziewczyny skrzydło.- Powiedz mi tylko. Czy ty nadal mnie lubisz, tak jak ja ciebie?
Pingwinica niepewnie potaknęła głową. Kowalski przysunął ją do siebie zdecydowanym ruchem, a ich dzioby zetknęły się, w pingwinim pocałunku.

- No. Tu właśnie mieszkam.
Pingwiny weszły na skrzyżowanie kilkunastu kanałów, co tworzyło tak jakby ,,polanę". Pod jedną ścianą leżało kilka książkek. Kowalski zwrócił na nie uwagę. Podszedł i przeczytał parę tytułów.
- Historia, biologia, geografia? To twoje?
- Tak. Trochę się uczę.
- Umiesz czytać?- zapytał zdziwiony pingwin.
- Tak. Hans mnie nauczył.- Natalie zciszyła głos, zawstydzona.- No wiesz, żebym mogła pisać raporty... o was...
- Jaasne. Ale dlaczego historia i geografia? Matemtyka i fizyka są o wiele ciekawsze.
- Zapewne. Niestety, książek z matematyką i fizyką w żadnym śmietniku nie było.
- Śmietniku? Po co ty...?- pingwin nie zdążył powiedzieć bo dziewczyna mu przerwała.
- Pół życia jesteś w zoo, pewnie rzadko odczuwasz głód. Ale uwierz mi, kiedy z głodu aż cię skręca, jesteś w stanie nawet grzebać w śmietniku, byle znaleźć coś do jedzenia.
- Pewnie masz rację.- bąknął Mózgowiec.- Przepraszam.
- Nie przepraszaj. No i tak w ogóle to historia też jest bardzo ciekawa. Miałeś kiedykolwiek w skrzydłach książkę z historią?
- Też pytanie! Oczywiście że tak. Pokaż mi ją.
Kowalski wysunał na środek książkę w czerwonej okładce, otworzył na pierwszej stronie, położył się przed nią na brzuchu i podpierając głowę skrzydłami, zaczął cicho czytać pod dziobem. Natalie roześmiała się, po czym położyła się obok pingwina i czytała razem z nim. Ta błacha czynność sprawiała im wiele radości. Co jakiś czas, Mózgowiec wtrącał swoje dwa zdania na temat jakiegoś wydarzenia, niejednokrotnie rozśmieszając czarnowłosą pingwinice. Gdy dotarli do rozpętania się pierwszej wojny światowej w Europie, przerwali czytanie, położyli się na książce i obesrwowali sufit kanałów. Rozmawiali o przeszłości.
- ... i w ten sposób do oddziału dołączył Szeregowy.- opowiadał Kowalski.- W takim składzie trwamy do dziś.
- Niesamowite.
- A ty? Jak to było z tobą?
- Chyba nie taka ciekawie jak u ciebie. Urodziłam się na Antarktydzie i tam mieszkałam przez całe życie. Znam tylko tatę bo mama została zjedzona, kiedy jeszcze byłam w jajku. Ale nigdy za nią nie tęskniłam. Zastąpiłam ją sobie znajomymi. Dosyć dziwacznymi znajomymi. Razem tworzyliśmy paczkę totalnych odmieńców. Żadne pingwiny oprócz nas nie podchodziły tak blisko ludzi-badaczy. Inni też nie zjeżdżali z lodowców do morza. Oni nie irytowali innych gatunków pingwinów. Inni też nigdy nie prowokowali lampartów morskich. Uciekanie przed nimi to była świetna zabawa. Do czasu kiedy podczas takiej ucieczki zginęła moja najlepsza przyjaciółka. Po tym incydencie nasza paczka się rozpadła. Było to dobre trzy lata temu. Każdy z nas spoważniał, ogarnął się. Wszyscy oprócz mnie pozakładli rodziny. Chyba są szczęśliwi.
- Czemu ty nie założyłaś rodziny?
- Rodzinę zakłada się z kimś kogo się kocha. A ja tam nie kochałam żadnego pingwina.
Zapadła chwila milczenia. Słychać było tylko powolne oddechy i przyspieszone bicia serc.
- Ale teraz masz mnie?- odezwał cię cicho Kowalski.
- Tak.
Para chwyciła się za skrzydła. Utwierdziło ich to w przekonaniu że są razem, blisko siebie.
- Ale nie na zawsze. Ty musisz wrócić do oddziału...
- Dopiero za trzy dni. Proszę, nie martwmy się tym teraz.
- Dobrze.
Pingwiny dalej wpatrywały się w sufit. Ciszę przerwała Natalie.
- Czy tobie też ten sufit wydaje się smutny?
- Tak. Chodź, jak będziemy mieli szczęście, to trafimy na bezchmurną noc.
Wyszli na zewnątrz i powędrowali do miejsca gdzie się spotkali. Steinway Playground. Położyli się na ziemi, stykając się czubkami głów i obserwowali gwiazdy w górze. Księżyc prawie w pełni oświetlał park swoim blaskiem. Wszystko było skąpane w niebieskawym świetle. Natalie napawała się tym widokiem, jakiego nie widziała i jakiego nie zobaczy na Antarktydzie.
- Ślicznie...
- Co nie?- Kowalski podniósł skrzydło i zaczął wskazywać konstelacje.- To Wielki Wóz, trochę wyżej jest Mały Wóz. Tamte to Bliźnięta, a tam... he he, Ryby.
- Ich wszystkie nazwy też znasz? Nie dość ci że masz obcykane wszystko na ziemi?
Kowalski zmieszał się przez komplement. Albo to była wina odpowiedzi na to pytanie.
- Kiedyś nauczyłem się je rozróżniać... dla Doris. Ale jej to nie imponowało...
- W przeciwieństwie do mnie.- nastąpiła długa chwila ciszy.- Jej, Nowy York jest tak niesamowity, że aż nie chce mi się wracać na Antarktydę.
Mózgowiec przeturlał się na brzuch i podparł głowę skrzydłam. Dziewczyna zrobiła to samo.
- To nie wracaj.
- Kowalski, ja...
- Sfałszujemy dokumenty i wsadzimy cię do jakiegoś zoo.
- Kowciu...
- Po co masz tam wracać skoro nie chcesz?
- Kowciu, to trochę... Mój tata się na pewno bardzo o mnie...
- Moja mama o mnie też.
Przez parę sekund patrzyli sobie w oczy.
- Ale obydwoje jesteśmy dorośli i możemy żyć bez rodziców.
Kowalski uśmiechnął się do Natalie, a ona odwzajemniła to. Ten prosty gest napełnił ich zakochane serduszka radością.
- Czyli jutro idziemy na małe fałszowanie dokumentów?
- Dobra. Jutro pójdziemy... jak dzisiaj mnie złapiesz.- to mówiąc pingwinica zerwała się z ziemi i zaczęła uciekać. Strateg uśmiechnął się i zaczął gonić uroczą, czarnowłosą dziewczynę.


Ta daaa...! Jedna z moich ulubionych notek. No wiem, trochę przesłodzona, ale i tak mi się podoba. One-shot (tak to się pisze?) będzie gotowy na jutro, właśnie robię ostatnie poprawki. Do jutra.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział XII


Od tamtych wydarzeń minęły dwa dni. Wszystkim, nawet Skipperowi było ciężko na duszy, choć nikt tego nie okazywał. Trudno było się przerzucić na życie bez plączącej się pod płetwami pingwinicy. Wszystkich też bolała jej zdrada. Mimo iż Natalie ostatecznie im pomogła, bolało to że oszukiwała ich cały czas. Najgorzej czuł się Kowalski. Prawie nic nie jadł, mało mówił, w wolnym czasie przebywał w laboratorium. Miał wrażenie że czegoś nie powiedział, nie zrobił, nie zamknął pewnej sprawy. Szeregowy to widział i martwił się o przyjaciela. Jako najlepiej znający się na uczuciach, dostrzegł że przez ostatnie dni między Kowalskim a Natalie zrodziło się coś więcej niż przyjaźń. Słyszał też ich rozmowę sprzed dwóch dni. Starał się nie ingerować, ale postanowił że porozmawia z Mózgowcem. Wszedł do labolatorium i zastał Geniusza na pisaniu czegoś w notatniku.
- O, witaj Szeregowy.
- Cześć. Zauważyłem że ostatnio coś cię trapi. Chcesz pogadać?
- Nie, nie mam ochoty.
- Chodzi o Natalie?
Kowalski głęboko westchnął.
- Tak.
- Zakochałeś się w niej, prawda?
- Nie, wcale nie!- zaprotestował szybko, ale widząc minę Szeregowego domyślił się że on wszystko wie.- No, może tak trochę. Ale skąd ty to...
- Po prostu wiem.
- W sumie to już nie ważne. Ona wraca na Antarktydę, ja zostaję w Nowym Yorku. To już zakończona sprawa.
- Przykro mi że nie mogę pomóc.
- Nic mi nie będzie. Ale dzięki za troskę Szeregowy.
Gdy Młody wyszedł Kowalski znów pogrążył się w myślach. Tej nocy nie mógł spać i wpadł na pewien pomysł. Ale może się nie udać, bo Nowy York jest wielki, teatrów dużo. Chyba sobie odpuści.

- Szefie.- z labolatorium wyszedł pewnym krokiem Mózgowiec.- Proszę o pozwolenie na oddalenie się.
- W celu?
- W celu wykoniania misji.
- Jakiej misji?
- O... podłożu osobistym.
Skipper uważnie zmierzył swojego żołnierza wzrokiem. Stał wyprostowany, dumny i pewny siebie jak zwykle, z błyskami w oczach.
- Jak długo ona będzie trwać?
Kowalski wyciągnął liczydło, policzył coś szybko i odpowiedział:
- Nie dłużej niż tydzień, szefie.
- Nie zezwalam, Kowalski. Tydzień misji bez jedynego stratega w oddziale? To nie ma prawa się udać.
- Szefie... Ale ja tak proszę, tak bardzo bardzo bardzo!
Geniusz zrobił błagającą minę.
- Mmm... No dobra. Tydzień, nie dłużej. I liczę na to że po powrocie wytłumaczycie mi o co tak właściwie poszło, rozumiemy się?
- Tak jest, szefie.- zasalutował pingwin i pędem wrócił do laboratorium by po chwili z niego wybiec z niewielkim, czarnym plecakiem na plecach.- To widzimy się za tydzień!- krzyknął najwyższy z pingwinów, i tyle go widziano.
- Co się stało Kowalskiemu?- zapytał Szeregowy który właśnie wrócił do bazy.- Wydawał się taki uradowany. Doris zadzwoniła do niego i powiedziała mu że go kocha?
- Nie i myślę że raczej tego nie zrobi. Właśnie puściłem go na tygodniową solo misję.- w głosie szefa można było usłyszeć nutkę wątpliwości czy dobrze zrobił.
- Co? Puścił go szef samego? Przecież wie szef, że my w pojedynkę lub bez szefa jesteśmy jak dzieci.
- Wiem Szeregowy. Ale są takie sytuacje kiedy pingwin musi sam zmierzyć się z wrogiem, lub własną słabością.
- Ale szef sam nas uczył, że najważniejsza jest drużyna i praca zespołowa.
- Szeregowy! Mam zaufanie do Kowalskiego. Nie zapominajcie że to najrozsądniej myślący pingwin jakiego znam. Wierzę że w nic się głupio nie wpakuje. A teraz na tydzień zapomnijcie o Kowalskim. Jesteście teraz naszym człowiekiem od sugesti.

- No dobra, zacznijmy od... Broadwey'u.- Kowalski schował mapę do plecaka, w którym miał jeszcze liczydło, notes i ołówek oraz parę ryb i wskoczył na dach najbliższego pojazdu.
Jego plan polegał na spenetrowaniu każdego kanału pod teatrami Nowego Yorku. Istnieje oczywiście możliwość że pingwinica już wyjechała z miasta, ale jeżeli dopisze mu szczęście uda mu się ją znaleźć, przed jej powrotem do domu. Pingwin przez większość drogi myślał, co powie Natalie, jeżeli ją znajdzie. Co jakiś czas musiał się otrząsnąć z rozmyślań i przeskoczyć na inny pojazd, bo ten na którym dotychczas podróżował obierał inny kierunek. W końcu po ponad godzinnej podróży dotarł pod teatr który był pierwszy na jego liście. Wskoczył w ciemny zaułek obok budynku, znalazł studzienkę i chwili zmagania się z klapą dostał się do kanału. Już prawie zapomniał jak tam śmierdzi. Nie wyobrażał sobie mieszkania tu. Coraz bardziej wątpił w to że Natalie jest jeszcze w Nowym Yorku. Ale dopóki istnieje cień szansy na ponowne spotkanie się z nią, będzie jej szukał.

Niestety, cztery dni nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Dzięki mapie Nowego Yorku w głowie, Kowalski przemieszczał się po mieście szybko i sprawnie. Jego zdaniem zbadał już kilometry kanałów, co sprawiło że wydzielał niezbyt przyjemny zapach. Przez ten smród, w ciągu czterech godzin dwa razy został namierzony przez bezpańskie psy. Ale teraz ma już spokój. Siedział pod ścianą, w jednej z licznych, ciemnych uliczek i wpatrywał się w mapę. Było na niej pełno haczyków, notatek, rysunków i odniesień dodanych przez pingwina. Większość teatrów Nowego Yorku już odhaczył. Nie wiedział co robić, siedział tylko i wpatrywał się w kawałek papieru. Nagle w ataku niepohamowanej złości zgniótł go i rzucił gdzieś. Wychylił się zza rogu i rozejrzał. Zorientował się że jest bardzo daleko od Central Parku. Skoro misja się nie powiodła, chyba musi wrócić do domu. Trzeba będzie tłumaczyć się Skipperowi. Podniósł z ziemi plecak, założył go i wskoczył na najbliższy pojazd kierujący się w stronę Manhattanu. Był na żółtej taksówce. Przejeżdżała akurat koło Steinway Playground kiedy z zamyślenia wyrwał pingwina znajomy głos. Na początku myślał że się przesłyszał, ale kiedy głos zabrzmiał znów, Kowalski zeskoczył z zwalniającej na skrzyżowaniu taksówki i ruszył biegiem w stronę zielonej części miasta. Na miejscu rozejrzał się lecz źródła znajomego głosu nie widział. Po paru sekundach rozglądania się, zrezygnowany mądrala chciał kontunuować podróż do domu, kiedy zza najbliższego drzewa dobiegł go wrzask:
- Odszczekaj to!
- Natalie?- zapytał sam siebie Kowalski.
Serduszko mu zabiło mocniej. Kiedy powoli zmierzał ku drzewu słyszał dalszą wymianę zdań.
- Ja nie szczekam, ptaszku. A nie, przepraszam. Nie jesteś ptaszkiem, bo nie latasz.- powiedziała druga osoba z nosowym akcentem.
- Ja cię zaraz...
- Nie złapiesz mnie...
Po tym słychać już było tylko odgłosy walki. Kowalski spojrzał kto z kim się leje. Po ziemi tarzało się coś czarno- biało- szarego. Po paru sekundach to szare, co okazało się gołębiem wzleciało na parę metrów.
- Wariatka!
- Parapetowy obsraniec! Wracaj tu i walcz, tchórzu!
Wysoki pingwin nie miał już wątpliwości.
- Natalie!
Nielot odwrócił się. Dziewczyna miała pasemka włosów na dziobie i mord w oczach, który jednak szybko ustąpił radości na widok przyjaciela.
- Kowalski!
- Co ty tutaj robisz?- zapytali równocześnie, a po chwili uśmiechneli się do siebie i padli sobie w ramiona.
- Dawałam nauczkę temu gołębiowi. Śmiał się z moich skrzydeł. Ale czy to moja wina, że nigdzie na nich nie polecę? A ty?
Pingwiny odsunęły się i patrzyły sobie w oczy.
- Ja szukałem... eee ciebie.
- Mnie? A po co? W końcu jestem szpiegiem, zdrajcą i szumowiną.- mówiła równocześnie ogarniając swoje włosy i piórka.
- Ja tego nigdy nie powiedziałem. To raczej szef używa takich słów.
- Naprawdę nazwał mnie szumowiną?
- Nie, nie.- zaprzeczył szybko Geniusz.- Tylko szpiegiem i zdrajcą.
- To dobrze. Bo wiesz...
Rozmowę przerwało bliskie szczekanie psów.
- Tu chyba nie jest za bezpiecznie o tej porze dnia.
- Dla nas nigdy nie jest bezpiecznie. Chodź.- Nalalie chwyciła Mózgowca za skrzydło i pociągnęła za sobą.
Po chwili zorientowali się że gonią ich psy. Rzucili się do ucieczki, ślizgając się na brzuchach. Często gwałtownie skręcali, kluczyli w uliczkach ale nie mogli zgubić wściekłych futrzaków.
- Kowalski, jakieś sugestie?- zapytała pingwinica przekrzykując szum wiatru i ruch uliczny.
- Nie odczepią się, chyba że je skopiemy, albo uciekniemy do kanałów.
- Ja osobiście wolałabym kopać ich owłosione zady!
- No, ja też.
Wślizgneli się w ciemną uliczkę i tam zatrzymali. Czekali aż psy dobiegną.
- Czyli co? Atak na nieme trzy?- zapytał pingwin.
- Oczywiście.
Ujadanie psów było coraz bliższe.
- Raz...- wyszeptał Kowalski. Zobaczyli wściekłe futrzaki.
- Dwa...- mruknęła Natalie. Były coraz bliżej.
Mózgowiec skoczył i kopnął najbliższego zwierzaka w nos. Dziewczyna doskoczyła i walnęła go w tylnią łapę na co pies się potknął i przewrócił jak długi na ziemię. Wywązała się bijatyka. Pingwiny zręcznie omijały zęby i pazury kundli, ale one nie potrafiły tak unikać ciosów i kopnięć dwójki ptaków.
- Nie wiem jak ty, ale ja się dobrzę bawię!- krzyknął Strateg do pingwinicy.
- Ta, ja też! Kowalski, za tobą!
Geniusz jednym zręcznym kopnięciem powalił prawie trzy razy większego od niego psa, który stał tuż za nim. Futrzak podniósł się z ziemi i skamląc uciekł.
- Ha! I nie wracaj!- krzyknął za nim pingwin.- Natalie, teraz zostały tylko trzy.
- To może byś mi pomógł zamiast stać i się przechwalać!
Kowalski odwrócił się i ujrzał coś co zmroziło mu krew w żyłach. Głowa pingwinicy wystawała z pyska jednego z kundli. Geniusz stał chwilę nie mogąc się ruszyć, aż z otępienia wyrwał go krzyk pingwinicy:
- Kowalski, te zęby wyglądają na ostre!
Mózgowiec otrząsnął się i pierwsze co mu wpadło do głowy to to żeby odwrócić uwagę pchlarzy od dziewczyny, a skupić ją na sobie.
- Hej! Tu jestem, wy kundle śmierdzące!- zaczął wrzeszczeć Strateg, równocześnie podskakując i machając skrzydłami. Udało mu się. Pies potrząsnął gwałtownie łbem i wypluł nielota, który wylądował w pobliskim śmietniku. Kowalski nie miał czasu odetchnąć z ulgi, bo musiał uciekać przed jeszcze bardziej wściekłymi psami.
- Natalie! Teraz mi by się przydała pomoc!
- Zaraz... Czekaj... No lepiej być nie może!
Pingwinica wyskoczyła z kontenera dzierżąc w skrzydle długą, błękitną wstążkę.
- Widziałem w życiu dziwne rzeczy, głównie stworzone przeze mnie, ale jeszcze nie spotkałem pingwina który pokonałby sforę wściekłych pchlarzy wstążką!- krzyknął Mózgowiec spod ściany, do której został przyparty przez trzy futrzaki.
- W takim razie cieszę się, że jestem pierwsza. Patrz i podziwiaj, Kowciu.
Natalie wykonała taneczny obrót dla rozgrzewki, a potem zaatakowała. Wystrzeliła błekitem w stronę psa. Materiał owinął się wokół tylnich łap kundla. Dziewczyna mocno szarpnęła za swój koniec wstążki, tak że pies upadł i odślizgnął się na parę metrów.
- Nieźle. Gdzie się tego nauczyłaś?- zapytał Kowalski, wracając do walki poprzez kilka ciosów na jednym z dwóch pozostałych futrzaków.
- Pogadamy później, dobrze?
Parę minut później było już po wszystkim. Psy pouciekały, a pingwiny cieszyły się zwycięstwem.
- Nic ci nie jest?- zapytał zatroskany Geniusz.
- Nie, a tobie?
- Też nie, ale... co to jest?- zapytał pingwin wskazując sporą ranę na plecach Natalie.
- Ot, zadraśnięcie. Nie martw się, do wesela się zagoi. Chodźmy stąd zanim zjawią się kolejne pchlarze.
Natalie podeszła do najbliższej studzienki i zaczęła siłować się z klapą. Kowalski widząc jej zmagania spełzające na niczym, podszedł i jej pomógł. Wskoczyli do kanałów, gdzie dziewczyna przejęła dowodzenie i prowadziła ich gdzieś.
- Gdzie idziemy?- cicho zadał pytanie Strateg.
- Do mojej tymczasowej siedziby.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział XI

Znienawidzicie mnie. Notka pisana pod wpływem melancholijnych piosenek i dlatego tyle ckliwnia. No i mało krwi. Biegnę się gdzieś schować, zanim mnie dopadniecie.


- Poznajcie mojego szpiega!- powiedział triumfująco Hans.
- Czyli na samym początku miałem rację. Jesteś szpiegiem!- krzyknął Skipper.
Natalie stała z spuszczoną głową. Nie była w stanie nic z siebie wydusić, tak bardzo było jej wstyd.
- Prawda że niezła z niej aktoreczka?- to mówiąc ptak podszedł do dziewczyny od jej lewej strony i skrzydłem uniósł jej twarz, tak by wzrok jej i Skippera krzyżował się.- Nie domyśliłeś się niczego przez 23 dni. Chyba tracisz formę szefunciu.
- Natalie.- odezwał się Szeregowy.- Ufaliśmy ci.
Pingwinica przekierowała na niego swój wzrok. Miała przerażający smutek w oczach. Te iskierki które młodzik tyle razy widział wśród tej zieleni, zgasły. Ulotniły się gdzieś. Zupełnie jakby jakaś część duszy Natie umarła.
- Wiem. Przepraszam.
Po tych słowach dziewczyna ślizgając się na brzuchu, udała się w stronę parku.
- Kowalski, Szeregowy, złapać mi tego szpiega. Ja i Rico powstrzymamy tego maskonura.
Geniusz i Młody podążyli za dziewczyną w ten sam sposób, jednak zdecydowanie szybciej, bo mieli więcej wprawy niż ona. Szeregowy już już miał złapać jej pelerynę, kiedy Natalie wykonała zgrabne kopnięcie i Młody wylądował na pniu drzewa nieprzytomny, z strużką krwi cieknącą z dzioba.
- Przepraszam Szeregowy.
Jednak Kowalski cały czas ją gonił. Ku jego zdziwieniu parę chwil późnej dziewczyna zatrzymała się, wstała i czekała na niego. Mózgowiec zatrzymał się parę metrów przed nią i starał się spojrzeć jej w oczy, ale pingwinica omijała go wzrokiem.
- Nie chcę z wami walczyć.- powiedziała cicho.
- Mam rozkaz cię złapać, szpiegu!
Geniusz skoczył i chciał uderzyć, ale jego ruch został zablokowany przez Natalie. Kowalski ponowił atak i uderzył w dziób dziewczyny. Dziwnie się czuł bijąc samicę. Jednak jego wątpliwości znikły gdy poczuł solidne uderzenie w brzuch. Aż miał ochotę zwrócić kolację. Odzyskał równowagę i podciął Natalie płetwę licząc że się przewróci, ale ta zwaliła się na niego i bójka przeniosła się na parter. Pingwiny tarzały się na ziemi co chwilę wymierzając sobie kopnięcia w kuper, aż Strateg z całej siły odepchnął od siebie dziewczynę. Ta z cichym jękiem wylądowała na grzbiecie parę metrów od niego. Pingwin szybko podniósł się i patrzył jak obolała dziewczyna wstaje i wyciera krew cieknącą z rany na policzku. Po chwili Natalie z złością spojrzała w oczy Geniusza.
- Więc nie jesteś świeżo z Antarktyki? Umiesz walczyć. Wszysko co o tobie wiemy to kłamstwo.
- Nie wszysko. Parę mięsięcy temu jeszcze byłam na tym kontynencie. I naprawdę zostałam złapana w sieci. Tylko że to nie byli legalni rybacy. Nie byli też dobrzy i gdy mnie zobaczyli pośród swojej zdobyczy, zwyczajnie mnie wyrzucili do morza. A to było blisko Nowego Yorku. Ukryłam się tu, w tym mieście, a właściwie w jego kanałach. Żyłam pod jakimś teatrem, czasami wychodziłam na zewnątrz i wtedy z samego oglądania, uczyłam się aktorstwa i trochę tańca. Kiedyś wyszłam z kanału potwornie głodna. Na dodatek psy zaczęły mnie gonić. Uciekałam ale długo bym tak nie dała rady. I wtedy pojawił się Hans. Przegonił te futrzaki. Uratował mi życie. Opowiedziałam mu wszystko o sobie i powiedziałam że jestem mu winna przysługę. On na to że mu z nieba spadłam. Miałam was szpiegować, odkryć wszystkie słabe punkty was i waszej bazy. Dał mi zestaw podstawowych informacji o was, nauczył paru podstawowych ruchów sztuk walki. I parę dni później zaczęła się moja misja.
- Zgodziłaś się nas szpiegować? Ale czemu?
- Poszło o mój honor. Gdybym się nie zgodziła to była by zmaza na nim. Powiedziałam że jestem winna przysługę. On mnie o tę przysługę poprosił. Tak jak wasz szef nie lubię mieć długów i wiem co to honor.
- Ale ci się nie udało! Odkryliśmy twoją grę.
- Nie odkrylibyście gdybym nie wystawiła Hansa.
- Co?
- Nic nie rozumiesz!?- zaczęła krzyczeć prawie płacząc pingwinica.- Polubiłam was! Przez te 23 dni zdążyłam was poznać od tej drugiej strony, innej niż ta w jakiej przedstawił was Hans! Nie chciałam wam robić tego, co zrobić musiałam! Strasznie chciałam żeby któryś z was się o tym dowiedział! Ten twój alarm okazał się wybawieniem. Mieliśmy się z Hansem spotkać przed zoo, ale wciągnęłam go do środka, żeby kamera go zauważyła i w bazie rozległ się alarm. Cieszę się że mi się udało.- w ostatnich słowach już się uspokoiła.
Kowalski milczał przez chwilę, bo nie mógł wydusić ani słowa.
- Zdaje mi się że twoja gwiazda mocno przygasła.- powiedział w końcu.
Dziewczyna znów opuściła wzrok.
- Wytłumaczysz mi jeszcze jedną rzecz?
- Tak.
- Czy wszystko co o tobie wiemy to kłamstwo?
- Nie.
- Więc co jest prawdą?
- Pamiętasz tę noc kiedy się pogodziliśmy. Mówiłeś o Doris, a ja... ja o swojej nieszczęśliwej miłości. Czy wiesz o kogo mi wtedy chodziło?
- Nie. Kto to jest?
Natalie przez chwilę milczała, jakby walczyła z sobą w duchu.
- Ktoś niezwykle inteligenty, pewny siebie i wrażliwy. Ten ktoś pomógł mi pokonać mój lęk wysokości.- Kowalskiego zamurowało.- Po przeczytaniu jego opisu od Hansa od razu mi zaimponował. Ale on już jest zakochany w innej, jak wariat.
Po tych słowach dziewczyna odwróciła się i przez chwilę nic nie mówiła.
- Skoro już wszystko wiesz, to czy mogę odejść?
W oddali rozległ się wybuch. Obydwoje spojrzeli w tamtą stronę. To było w zoo. Kowalski ruszył tam, ale zatrzymał się jeszcze i spojrzał na pingwinicę.
- Ten wybór należy już tylko do ciebie.
Geniusz zostawił ją samą z wątpliwościami w sercu.

- Szefie co się stało?- zapytał Kowalski gdy znalazł Skippera i Rico chowających się za murem. Rico nie miał piór na lewej części brzucha, tylko czerwoną, poparzoną skórę i ranę prostopadle przecinającą jego bliznę na dziobie. Skipper natomiast miał poszarpane prawe skrzydło, tak że przypominało skrzydło Hansa.
- Zdobył naszą broń. A gdzie Szeregowy? I gdzie Natalie?
- Więc... Natalie najpierw ogłuszyła Młodego, a potem mi uciekła. Nie było szans żebym ją złapał.
- Szlag. No trudno. Nią zajmiemy się później. Najpierw trzeba pokonać tego szaleńca i odebrać mu tę teczkę. Opcje Kowalski.

- Młody, ocknij się.
Szeregowy cały czas leżał przy drzewie nieprzytomny.
- Co, jak, gdzie?- zapytał zdeorientowany.- Natalie? Ty szpiegu!
Pingwin zerwał się z ziemi i zaczął bić zdeorientowaną dziewczynę, a ta tylko osłaniała się skrzydłami.
- To ja. Przepraszam za to kopnięcie.
- Jesteś szpiegiem!
- Tak, wiem. Kowalski wam potem wszystko wytłumaczy. Jeszcze raz przepraszam za wszystko.- gdy to powiedziała Młody przestał uderzać.
- Czemu nas szpiegowałaś?
Zapadł moment ciszy. Przerwała ją Natalie ciężkim westchnięciem.
- Musiałam. To było moje spłacanie długu.- dziewczyna wszystko wytłumaczyła Szeregowemu tak jak tłumaczyła Kowalskiemu.
- No dobra, rozumiem cię. Dług i tak dalej. Ale teraz, jak już go spłaciłaś, to choć pomóc nam pokonać Hansa.
- Ja, nie wiem czy...
- Jesteś komandosem, czy nie?!
- Prawdę mówiąc to lepsza ze mnie aktorka niż komandos.
- Chodź, nie bój się nic.
Szeregowy złapał dziewczynę za skrzydło i razem pobiegli w stronę zoo.

- Hahahaha.- śmiał się szyderczo Hans.- To wszystko, na co was stać?
Hans w istocie tym razem dobrze się przygotował. Znał niektóre słabe punkty swoich przeciwników. Skipper miał potworne łaskotki, Rico wystarczyło podciąć lewą nogę i już leżał, a Kowalskiego trzeba zajść od tyłu. Trzej komandosi leżeli poobijani i krwawiący przed triumfującym maskonurem. W skrzydłach trzymał broń z brzucha Rico, przejętą podstępnie. Gdy tak stał i się cieszył skoczył na niego Szeregowy.
- No i mamy czwartego.
Po chwili walki Młodzik leżał obok swoich towarzyszy.
- No i świetnie. Teraz mogę się was w końcu pozbyć.- z tymi słowami wycelował miotaczem do pingwinów.
- Panowie, to był zaszczyt z wami służyć...- zaczął mówić Skipper jak zwykł w takich sytuacjach, ale Szeregowy mu przerwał.
- Niech szef się jeszcze z nami nie żegna. Spójrzcie.
Wszyscy spojrzeli na Hansa, który miał niewyraźną minę. Po sekundzie runął do przodu jak długi, wypuszczając broń z skrzydeł. Za maskonurem stała Natalie, jeszcze z podniesioną nogą od kopnięcia.
- Natalie...- krzyknął Rico.
- Ten szpieg.- wymruczał szef pod dziobem.
- Natalie, co to za znaczyć?- wrzasnął oburzony Hans.- Chyba nie tak się umawialiśmy. Masz wobec mnie dług!
- Już go spłaciłam. Więc teraz już mogę skopać ci kuper.
- Głupia. Popełniłaś błąd życia.
Maskonur podniósł się i zaczęła się walka pomiędzy nim a pingwinicą. Tymczasem pingwini komadosi pozbierali się z ziemi.
- Jej styl walki...- mówił Szeregowy do siebie.- Przypomina taniec.
Niestety, uczennica nie mogła pokonać swojego mistrza. Po minucie zaciekłej walki na kopniaki i nieczyste uderzenia w dzioby, Hans tak mocno kopnął dziewczynę, że ta wylądowała nieprzytomna parę metrów dalej. Kowalski i Szeregowy wzdrygneli się. Maskonur powoli podszedł do Natalie.
- Trzeba było...- ale nie zdążył dokończyć bo pingwinica zafundowała mu takiego kopa w dziób że teraz to jego odrzuciło na parę metrów. Jej utrata przytomności okazała się grą.
- Ja tu jeszcze wrócę.- krzyknął gdy wstał, splunął krwią i uciekł.
- Szefie, a teczka?- zapytał Mózgowiec.
- Chodzi ci o tą teczkę?- odpowiedziała pytaniem pingwinica, nadal na ziemi, i spod płaszcza wyciągnęła wypchaną szarą teczkę. Skipper natychmiast ją chwycił i zaczął przeglądać jej zawartość a Kowalski podał skrzydło Natalie. Dziewczyna wstała ale była zgięta wpół i trzymała się skrzydłami za brzuch. Pingwin dostrzegł także całą masę krwi koło jej dzioba i na skrzydle. Maskonur powiększył ranę którą nieumyślnie zrobił pingwinicy Strateg.
- Rico, pozbyć mi się tej teczki natychmiast.
Rico wyrzygał kolejny miotacz ognia i spalił całą jej zawartość.
- Wszystkie dane o nas.- zwrócił się do pingwinicy szef.- Od ulubionego smaku lodów do naszych charakterów. Świetny z ciebie szpieg, znacznie lepszy niż komandos.
- I to mówi pingwin, który został pokonany łaskotkami.
- Na twoim miejscu nie starałbym się być zabawnym, tylko tłumaczył się!
Natalie po raz trzeci tego dnia wytłumaczyła wszystko. Przez cały czas trzymała się za brzuch jednym skrzydłem a drugim próbowała zatamować krew cieknącą z jej policzka.
- I to mniej więcej tyle.
- Dobrze. Jeżeli poszło o honor, to jestem w stanie to zrozumieć. Powiedz mi tylko jak zdobyłaś te wszystkie informacje?
- Wiesz Skipper, chyba musicie wzmocnić kody dostępu do waszych tajnych pomieszczeń. To które macie teraz złamałam już pierwszej nocy, w której się za to zabrałam. No i nie zdziwiło cię że czasami dosypiałam w dzień? Bo nocami zbierałam informacje o was z tajnych akt. Hans może i jest szumowiną ale umie nauczyć łamania kodów.- mówiła i równocześnie podśmiechiwała się z złej miny Skippera.- Jesteś taki przystojny jak się gniewasz.- gdy to powiedziała wybuchnęła serdecznym śmiechem, ale po chwili się opanowała.- To co? Rozstajemy się w pokoju?
- Tak.
Szef chciał uścisnąć wyciągnięte do niego skrzydło, ale spojrzał na ściekają z niego krew i wyciągnął z nikąd białą chusteczkę. Jak troskliwy ojciec wytarł skrzydło Natalie a potem przyłożył materiał do rany dziewczyny. Pingwinica przy okazji w końcu się wyprostowała.
- Wracamy do bazy, panowie.- na te słowa odwrócił się i zaczął iść w stronę wybiegu nielotów. Jednak Rico, Kowalski i Szeregowy stali w miejscu i szukali słów pożeganiania. Pierwszy odezwał się Rico.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Rico.
Pingwin jeszcze przytulił szybko samicę i ruszył za Skipperem.
- Bardzo boli?- spytał Młody.
- Nie, już nie tak bardzo Szeregowy.
- To bardzo dobrze. Żegnaj.- młodzik tylko pomachał skrzydłem.
Kowalski i Natalie zostali sami.
- Tak naprawdę boli jak nie powiem co, ale nie chciałam go marwić.
- Gdybyśmy byli w bazie to zrobiłbym ci lek ale...
- Nie ma sprawy.
Zapadła chwila niezręcznej ciszy.
- No... a co teraz zamierzasz?
- Nie wiem. Pewnie złapię jakiś statek na Antarktydę i wrócę do normalnego życia.
- Do życia chwilą? Przecież mówiłaś że tam jest okropnie.
- Bo jest. Ale to mój dom. Tam mam rodzinę i znajomych, tutaj nie mam nikogo.
- Masz nas.
Znów nastała cisza.
- Jeżeli chodzi o to co mówiłaś wtedy w parku...
- Och, zapomnij o tym. Udawajmy że to nigdy nie miało miejsca.
Natalie naciągnęła kaptur na głowę i odwróciła się by wyjść z zoo. Jednak Kowalski zatrzymał ją pewnym skrzydłem i odwrócił ku sobie.
- Nie chcę zapomnieć. Poza tym chyba bym nie potrafił.
Pingwiny popatrzyły sobie w oczy.
- Wybacz, ale nie znam się na uczuciach.- powiedział zmieszany Geniusz.
- Ja też nie, braciszku.
Po paru sekundach patrzenia w jej oczy wiedział już wszystko. Natalie chciała by rozstali się jako przyjaciele, nikt więcej. Posmutniał i odsunął się trochę.
- Mam nadzieję że Doris kiedyś się na tobie pozna. Nie powinnieneś mnie słuchać, walcz o nią. Ty i ja to dwa różne przypadki. Żegnaj. Nie sądze żebyśmy się jeszcze kiedyś spotkali. Dbaj o swoją i ich gwiazdy.
Zanim odwróciła się Kowalski uchylił jej kaptur, ucałował jej czoło i z powrotem naciągnął płachtę na głowę pingwinki.
- Powodzenia.
Dziewczyna odwróciła się i zniknęła Geniuszowi z oczu za bramą zoo zostawiając go z wątpliwościami w sercu.


Jeżeli pożygarz się tęczą napisz i mnie wyzwij od czego tylko możesz, wpisz się do książeczki skarg i zażaleń, lub przyjedź i zrób mi krzywdę. Zrozumiem cię całkowicie.